Mindfulness bez tajemnic – obalam najczęstsze mity.
W świecie pełnym poradników, szybkich rozwiązań i modnych haseł, łatwo pogubić się w tym, czym naprawdę jest mindfulness. Często słyszę pytania, wątpliwości, a czasem nawet sceptyczne uśmiechy: „Czy to nie jakaś moda?”, „Czy trzeba wyłączyć myśli?”, „Czy to nie ma czegoś wspólnego z religią?” I rozumiem to. Bo wokół uważności narosło wiele mitów, które potrafią skutecznie zniechęcić – zanim jeszcze ktoś da sobie szansę, by spróbować.
Dlatego dziś chciałabym przyjrzeć się tym najczęstszym nieporozumieniom i pokazać, czym mindfulness naprawdę jest – bez nadęcia, bez mistycyzmu, za to z dużą dawką łagodności i zdrowego rozsądku.
Mit 1: „Mindfulness to wyciszenie umysłu”
To jedno z najczęstszych nieporozumień. Wiele osób wyobraża sobie, że medytacja uważności polega na osiągnięciu stanu pustki, w którym nie pojawia się żadna myśl. I kiedy próbują medytować, a ich głowa nadal jest pełna przepływających myśli, czują frustrację i przekonanie, że robią coś źle.
Tymczasem mindfulness nie polega na wyciszaniu umysłu. Wręcz przeciwnie – chodzi o to, by zauważać to, co się dzieje. Myśli, emocje, napięcia w ciele – wszystko to jest częścią naszego doświadczenia. Uważność uczy nas, jak być z tym, co jest, bez walki, bez oceniania, bez potrzeby natychmiastowej zmiany.
To trochę jak siedzenie przy oknie i obserwowanie przejeżdżających samochodów. Nie musisz wsiadać do każdego z nich. Możesz po prostu zauważyć, że są – i pozwolić im odjechać.
Mit 2: „Mindfulness to religia lub ezoteryka”
Niektórzy obawiają się, że praktyka uważności wiąże się z jakimś systemem wierzeń, rytuałami albo duchowością, która nie jest im bliska. Tymczasem współczesna forma mindfulness, szczególnie ta stosowana w psychologii i medycynie, jest całkowicie świecka.
Nie trzeba wierzyć w nic konkretnego, by praktykować uważność. Nie trzeba siedzieć w pozycji lotosu, palić kadzideł ani wypowiadać mantr. Wystarczy chęć zatrzymania się, zauważenia siebie i tego, co się dzieje tu i teraz.
Mindfulness to narzędzie – dostępne dla każdego, niezależnie od przekonań, stylu życia czy osobowości. Można je praktykować w ciszy, w ruchu, w pracy, w domu. Nie wymaga specjalnych warunków – tylko otwartości.
Mit 3: „Mindfulness działa tylko na spokojnych ludzi”
To przekonanie, że „uważność nie jest dla mnie, bo jestem zbyt nerwowa/zbyt aktywna/zbyt zestresowana”, pojawia się bardzo często. I właśnie dlatego warto sięgnąć po tę praktykę.
Mindfulness nie jest nagrodą dla tych, którzy już są spokojni. To wsparcie dla tych, którzy szukają równowagi. Dla tych, którzy czują napięcie, przeciążenie, chaos. Dla tych, którzy chcą nauczyć się zatrzymywać, oddychać, zauważać swoje granice.
W praktyce uważności nie chodzi o to, by stać się kimś innym. Chodzi o to, by być sobą – bardziej świadomie, bardziej łagodnie, bardziej obecnie. I to właśnie osoby, które czują się „roztrzęsione” czy „zestresowane”, często doświadczają największych korzyści z tej praktyki.
Mit 4: „To tylko moda – nie ma dowodów, że działa”
W świecie, w którym wiele rzeczy pojawia się i znika jak trendy na Instagramie, łatwo pomyśleć, że mindfulness to kolejna chwilowa moda. Ale uważność nie jest nowością – to praktyka, która ma głębokie korzenie i została zaadaptowana do współczesnych realiów przez psychologów, lekarzy i naukowców.
Od lat 70. XX wieku mindfulness jest stosowane w klinikach, szpitalach, programach terapeutycznych i firmach. Powstały setki badań, które pokazują, że regularna praktyka uważności wpływa na poziom stresu, jakość snu, zdolność koncentracji, odporność psychiczną, a nawet strukturę mózgu.
Ale najważniejsze jest to, że działa w codziennym życiu. Pomaga w trudnych rozmowach. W radzeniu sobie z emocjami. W odzyskiwaniu kontaktu ze sobą. W byciu bardziej obecnym – dla siebie i dla innych.
Mit 5: „Mindfulness to dodatkowa praktyka, na którą nie mam czasu”
Wielu osobom mindfulness kojarzy się z czymś, co trzeba „dodać” do już przepełnionego dnia. Z kolejnym punktem na liście, który wymaga specjalnych warunków, ciszy, skupienia i wolnego czasu. I właśnie dlatego wiele osób rezygnuje, zanim jeszcze spróbuje – bo myślą: „To nie dla mnie, nie mam kiedy.”
Ale uważność nie musi być osobną praktyką. Nie musi oznaczać siedzenia w ciszy przez pół godziny dziennie. Mindfulness to sposób, w jaki robimy to, co i tak robimy. To jakość obecności, którą możemy wnosić do zwykłych czynności – do rozmowy, do spaceru, do mycia naczyń, do chwili przed snem. To nie jest dodatkowy obowiązek. To zaproszenie, by być bardziej obecnym w tym, co już jest.
Zamiast „znajdować czas na praktykę”, możemy zacząć od praktykowania obecności w czasie, który już mamy. I co ciekawe – wiele osób mówi, że dzięki uważności odzyskują czas. Bo mniej się rozpraszają, lepiej odpoczywają, szybciej się regenerują. Praktyka uważności nie zabiera czasu – ona go porządkuje.
Co warto zapamiętać?
Mindfulness to:
Jeśli chcesz poznać ją głębiej – zapraszam do kontaktu. Prowadzę kursy MBLC, warsztaty uważności i konsultacje, które pomagają wdrożyć uważność w codzienne życie – z troską, spokojem i bez presji.